Majówka w Berlinie

Szukając miejsca gdzie można spokojnie wyskoczyć z Krakowa na weekend było wielu kandydatów. Jako, że Praga została już zaliczona, do Lwowa potrzebny jest paszport, a mnie jednak ciągnie w stronę Europy Zachodniej ostateczny wybór padł na Berlin. To idealne miejsce, gdzie stosunkowo szybko można dojechać samochodem, a ja od dłuższego czasu gdzieś wewnętrznie czułam potrzebę zobaczenia go na własne oczy. Żeby wprawić się do wycieczki postanowiłam oglądnąć film „Królik po Berlińsku”, który również był na liście „do obejrzenia”. Film stanowił alegorię dla życia ludzi Europy Wschodniej, króliki uwięzione w strefie śmierci Muru Berlińskiego czuły się jak w raju, natomiast kiedy mur został zburzony znalazły się w sytuacji zagrożenia życia. Syndrom sztokholmski w czystej postaci. W takich chwilach zawsze boleję nad brakami w swojej edukacji historycznej z zakresu czasów nowożytnych, aby zrozumieć dokładnie pewne miejsca po prostu trzeba znać ich historię i o ile Ateny i Egipt wałkowane były setki razy – kolejny raz od nowa przy rozpoczęciu nowego etapu edukacji tak historia nowożytna stanowi dla mnie kłębowisko faktów, przez które nikt mnie nie przeprowadził. Wszystko jest jakieś niewiadome, niby zasłyszane od rodziców lub pamiętane przez mgłę, jednak często brakuje kontekstu do tych właśnie wspominanych wydarzeń.

Berlin to dla mnie miasto, w którym namacalnie czuć tę nowożytną historię. Każda ulica ma coś do opowiedzenia i niekoniecznie zawsze jest to opowieść bohaterska. W budynkach, ulicach, w tym dążeniu do nowoczesności, przebudowania, rozwoju widać chęć by zapomnieć o tym co było i iść do przodu.

To miasto to także dla mnie kolory. Kolory berlińskiego muru, graffiti, różowych rurociągów, kolory puszek po piwie walających się po chodniku, kolory zieleni parków, błękitów wody, tafli szkła nowoczesnych budynków, a w końcu czerwieni, żółci i czerni flag na budynkach rządu. To pierwsza stolica, w której naprawdę czuję, że jestem w stolicy jakiegoś kraju. Dzieje się to za sprawą tych właśnie flag, zatrzęsieniu pomników, wielu głównych osi ulic, które dają wrażenie monumentalności tego miasta. Budynki rządowe zarówno te nowoczesne jak i klasycystyczne mówią: „To ja, tutaj się decyduje o waszych losach, czujcie respekt tego miejsca”. Można tu też znaleźć filie światowych koncernów jak Mercedes czy Sony, które swoją nowoczesną architekturą zapowiadają nadejście nowego i zapomnienia o starym. Polskie miasta generalnie nie są zabudowywane wieżowcami (wyjątkiem jest Warszawa i trochę Wrocław) dlatego kiedy widzę takie wysokie zawsze marzę o pracy lub mieszkaniu w Penthousie z widokiem na miasto o zachodzie słońca. Tym razem przydarzyła mi się tylko kolacja w McDonaldzie w takiej scenerii. Zawsze to jakiś początek.

Wydaje mi się, że Berlin byłby całkiem dobrym miejscem do mieszkania, poruszanie się po nim to czysta poezja z niemiecką precyzją, przystanki metra i kolejki są bardzo czytelne, oznaczenia przystanków również, komunikaty po niemiecku i angielsku prowadzą turystów za rękę przez pierwsze dni, a później czują się już jak u siebie. Uwielbiam widok z metra kiedy przejeżdża na linii dachów niższych budynków, z okien widać samolot – czyli ikonę muzeum techniki, szybkość z jaką się poruszamy i widoki – to stanowi przyszłość komunikacji.

Zwiedzając miasto warto wybrać się na co najmniej jeden punkt widokowy. W Berlinie padło na Reichstag. Przezorny turysta zarezerwuje miejsce miejsce w kolejce tu: https://www.bundestag.de/en/visittheBundestag/dome/registration-245686 i o wybranej godzinie nie będzie musiał stać w długiej kolejce, po przejściu kontroli jak na lotnisku, wyjeździe windą i pobraniu przewodnika będzie mógł cieszyć się bez przeszkód wspaniałym panoramicznym widokiem na miasto. Wszystko dzięki odbudowie, za którą odpowiedzialny jest angielski architekt Norman Foster. Postanowił on nawiązać do starej, zburzonej kopuły, nowej nadając lekkość i nowoczesny charakter. Dodatkową atrakcją jest ogromny świetlik skonstruowany w formie leja z luster, dzięki któremu oświetlona jest sala plenarna, miejsce obrad rządu.

W tym miejscu warto wspomnieć dlaczego maj jest dobrym miesiącem na odwiedzenie Berlina. Poza oczywistym aspektem dni wolnych, które można wykorzystać warto wiedzieć, że 1 maja jest również dniem wolnym w Niemczech i wraz z nadejściem ładnej pogody mieszkańcy Berlina chętniej wychodzą na ulicę i organizują uliczne imprezy podobne do naszych juwenaliów. Kompletnie nie spodziewałam się widoku tylu ludzi tańczących na ulicach i w parkach, oczywiście do muzyki techno, która w towarzystwie widoczej dobrej zabawy naprawdę dało się zaakceptować. Takie uliczne imprezy pozostaną w pewnym sensie dla mnie wizytówką Berlina. Miasta, które poza byciem stolicą, historią, jest również miastem młodości i beztroski, przesiadywania na trawie czy nad wodą, miasta tętniącego życiem i zapraszającego do siebie otwartymi ramionami.

Największym zawodem tej wycieczki co stwierdzam z żalem, było Żydowskie Muzeum w Berlinie Daniela Libeskinda. Ucząc się na studiach o tym budynku, wzrastało u mnie poczucie, że jest niemal idealny, jego symbolika, język, sprawiły, że urósł w mojej wyobraźni do rangi legendarnego. Na żywo niestety okazało się, że Muzeum położone jest z dala od centrum, kolejnym zawodem był brak jakiejkolwiek osi do niego prowadzącej, trzeba się było porządnie uszukać, żeby dostrzec go w gąszczu zieleni międzyblokowej. Materiały, z których budynek został zrobiony okazały się tanie i tandetne, a otoczenie zaniedbane, to wszystko sprawiło, że zostaliśmy skutecznie zniechęceni do zwiedzania wnętrza.

Pozytywnym zaskoczeniem natomiast okazał się Plac Poczdamski z Parasolem Sony Center, pod który wracaliśmy aż dwukrotnie, gdyż tak bardzo tętnił życiem. Był oczywistym miejscem na spędzenie wieczoru w ciekawym otoczeniu, a przy tym był niesamowitą perełką ze względu na konstrukcję i architekturę. Według mnie oddawał idealnie klimat miasta, z symbolicznie zaznaczonym dawnym przebiegiem Muru oraz budynkami z przyszłości. Zaraz obok niego znajduje się Pomnik Pomordowanych Żydów Europy oraz Tiergarten oba, chociaż o innym charakterze zdecydowanie warte zobaczenia w każdym miesiącu spędzonym w Berlinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *