Miasteczko Olimpijskie

Gorące powietrze w zielonej linii metra. Dobra wiadomość, jeśli jedziesz od centrum to najgorszy tłok jest już za Tobą.

„επόμενο σταθμό: Irini” [epomino statmos: Irini]

Przystanek jest w kolorze morskiej zieleni i brudnego różu, przy ogrodzeniu rosną palemki, a tuż za nimi widzisz już to po co przyjechałeś – monumentalną konstrukcję wejścia oraz Velodrom.

Architektura, sztuka, linie, tworzące bryły w przestrzeni, zjawisko, które powoduje ukłucie w sercu, lekkie zatrzymanie oddechu, niemal niezauważalne. Czy to sen?  

Po wyjściu z metra wita konstrukcja przypominającą daszek od czapki, a nad nią ogromne żebra i mniejsze przęsła, jak wielki szkielet, który mógłby mieć mięśnie, napiąć je i odejść jak gdyby nigdy nic. Przechodzimy przez jego wnętrze, niby ażurowe a jednak tworzące ogromny, monumentalny korytarz.

Santiago Calatrava. Architekt, który perfekcyjnie potrafi wyeksponować swoje dzieła. Imponujące, biomorficzne konstrukcje odbijające się w tafli płytkiej wody sprawiają jeszcze bardziej nierealne wrażenie. Które budynki są prawdziwe? Te w powietrzu czy te odbite? Może dopiero odbicie mówi prawdę o realnym świecie i bez odbicia nie ma bytu?

Ważki nad wodą odwracają uwagę, patrzysz lewo, widzisz ogromne skrzydło. Kolejny owad? Velodrom. Największe wrażenie robi kiedy patrzysz na niego frontalnie, postaraj się i odnajdź idealny środek symetrii tego budynku. Oswój go. Symetria napełnia spokojem. Porządek w chaosie tego miasta to coś nowego. Trzeba iść, to nie koniec wycieczki.

Kolejne konstrukcje nawarstwiają się jedna nad drugą, góra miesza się z dołem, żebro z dźwigarem, dach ze ścianą, wnętrze z zewnętrzem.

Baseny na zewnątrz są najprężniej działającym elementem obiektu. Dwa baseny ćwiczeniowe po lewej i główny po prawej, to tu Otylia Jędrzejczak w 2004 roku zdobyła złoto. Wiwatujące tłumy, krzyki, głos komentatora w głośnikach, zgiełk i podniecenie, też to słyszysz?

Chwila zagubienia, odnalezienie ścieżki, trakty w górze i na dole, budynek jak kościół bez witraży – świątynia Sportu.

Na końcu wycieczki kolejna imponująca konstrukcja. Stadion Olimpijski z 1982 roku, przebudowany w latach 2002-2004 również przez Calatravę. Ciężko jest objąć dach jednym spojrzeniem. Przy odpowiedniej odległości masz szansę zobaczyć wszystko – miejsce na Znicz Olimpijski oraz podwieszoną konstrukcję przekrycia, z daleka jednak nie czuć tego co z bliska, czyli ogromu elementów wsporczych.

Krążą miejskie legendy na temat tego, że Miasteczko stoi opuszczone, zdewastowane i nie można na nie wejść. To nieprawda. Na chwilę obecną, użytkowane są niemal wszystkie obiekty, baseny, bieżnie, a zwłaszcza Stadion, na którym normalnie rozgrywają się mecze.

Niewiele przewodników wspomina o tym miejscu. Niesłusznie. Nie można też zobaczyć go z żadnego punktu widokowego, ponieważ całość od strony miasta zasłania góra z Teatrem Attikou Alsous. Tym gorzej dla reklamy naprawdę imponującego kompleksu kryjącego historię wielkiego wydarzenia. Olimpiada w 2004 roku, była powrotem tego wydarzenia po ponad 100 latach od pierwszej nowożytnej Olimpiady (1986), znamienite jest w tym przypadku hasło przewodnie „Welcome Home”. Projekt kompleksu został opracowany przez światowej sławy architekta, który stworzył naprawdę magiczną przestrzeń. Dlatego dziwię się władzom Aten, które nie promują tak niesamowitego miejsca. Tymczasem jest ono o wiele bardziej warte odwiedzenia, niż niektóre muzea, stanowi piękne tło do fotografii oraz skłania do refleksji na temat architektury, sztuki, konstrukcji, tego jak przeciwdziałają w spektakularny sposób zasadom grawitacji.